data: 26.07 - 31.07.2016

Aktualności

Powrót

Dać innym trochę miłości

2016-11-08 / News


Stwierdziłam, że skoro inni się dzielą to i ja też się podzielę moim świadectwem ze Światowych Dni Młodzieży.

Od momentu kiedy ogłosili, że Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Polsce, zakładałam, że na nie pojadę. Wiedzieli o tym moi znajomi, wiedziała rodzina i przyjaciele, którzy zresztą mi towarzyszyli. Po tym, jak zaczęły się zamachy terrorystyczne, niektórzy znajomi z góry obstawiali, że po Paryżu i Brukseli następnym celem będzie Kraków – tłumy, w dodatku Chrześcijan - palce lizać dla dżihadystów. Po tym zaczęły się pytania. - Nie boisz się, że wybuchniesz? –  albo stwierdzenia – Ja na Twoim miejscu bym tam nie jechał, wolę żyć niż bać się o swoje życie...

Zbytnio nie przejmowałam się tym, że może stać się coś takiego, ba! wcale się nie bałam. Myśl o tym, że ŚDM może skończyć się tragedią była daleko z tyłu głowy i nie przypominała o sobie za bardzo. Dzień przed wyjazdem do Krakowa wpadłam na pomysł zrobienia tabliczki z napisem „Free hugs!”- w końcu to idealna okazja, żeby poznać ludzi i dać im coś od siebie. Tak też przeszłam od słów do czynów - do Krakowa wyjechałam z dużą tabliczką zachęcającą do przytulania. Gdy wsiadłam z nią do pierwszego pociągu, trochę się wahałam, czy aby na pewno jest to dobry pomysł. Ale po tym jak przytuliłam pierwszą osobę, którą był Brazylijczyk, stwierdziłam, że to całkiem fajne uczucie i że było warto.

Po dotarciu na krakowski rynek mijało mnie bardzo wiele osób, niektóre przechodziły obojętnie, inne się uśmiechały, inne rozmawiały między sobą, wskazując na mnie palcem, a jeszcze inne przychodziły i przytulały się. W tym momencie postanowiłam, że zacznę liczyć każdą osobę, a na koniec ŚDM-u przekonam się, ilu ludzi zdążyłam przytulić.

Po pierwszym dniu na Błoniach naliczyłam około 80 osób. Z tego czasu zapadło mi w pamięć kilka momentów. Jednym z nich było spotkanie z dwójką chłopców: jeden z nich przytulił się do mnie mocno, był zresztą bardzo zestresowany całą sytuacją - przyznam, trochę mnie to śmieszyło, bo trząsł się jak piesek chihuahua. W tym samym czasie drugi chłopak robił pamiątkowe zdjęcie. Drugą sytuacją na Błoniach była krótka, ale przyjemna rozmowa z pewnym chłopakiem, którego imienia niestety nie pamiętam.. W każdym razie było mi bardzo miło porozmawiać z kimś spoza mojej grupy, z kimś zupełnie obcym.

Później było Pole Miłosierdzia. Podczas podróży na Campus Misericordiae zebrałam kilkadziesiąt przytuleń, piątek, szczerych uśmiechów i kciuków w górę. Z czasem było ich coraz więcej aż straciłam rachubę. Na Campusie doświadczyłam wielkiej życzliwości, miłości, otwartości na ludzi, ich bezpośredniości i odwagi – niesamowite było to, że ludzie w różny sposób podchodzili do mojej osoby: jedni spokojnym krokiem, drudzy nagle się odwracali, a reakcją, która podobała mi się najbardziej, było podbieganie i „rzucanie” się na mnie. Od niektórych otrzymałam bransoletki lub inne drobnostki z ich kraju, pomimo tego że nie dawałam im nic innego prócz przytulenia. I chociaż nie byłam znaną osobą, młodzi robili sobie ze mną zdjęcia.. To było największe zaskoczenie i swego rodzaju wyróżnienie; docenienie tego, co robię.

W niedzielę, o godzinie 12:00 ilość przytulonych osób sięgnęła 220 (podaję przybliżoną liczbę, bo w pewnym momencie zaczęłam się gubić w zliczaniu). Jestem bardzo dumna z siebie i ludzi, którzy mieli odwagę podejść do zupełnie nieznajomej osoby, wziąć i dać zarazem nieco ciepła za darmo.

Zapewne wszyscy pamiętają słowa Papieża Franciszka: „Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze »poza«”, „Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi” oraz „Bóg czegoś od ciebie oczekuje, Bóg czegoś od ciebie chce, Bóg czeka na ciebie. Bóg przychodzi, aby złamać nasze zamknięcia, przychodzi, aby otworzyć drzwi naszego życia, naszych wizji, naszych spojrzeń. Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny”.

„Czasy, w których żyjemy, nie potrzebują młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych" - gdy usłyszałam te słowa, poczułam, jakby właśnie Papież mówił bezpośrednio do mnie. Poczułam, że podczas ŚDM zwykła 17-latka zrobiła coś wielkiego - dała odrobinę miłości, poczucia ważności ponad 200 osobom. Jest to dla mnie niesamowite doświadczenie, które będę wspominać do końca życia. Światowe Dni Młodzieży umocniły mnie również w wierze i przekonaniu, że Bóg istnieje, czuwa nad nami i się o nas troszczy.

Chciałabym podziękować wszystkim, za obecność, odwagę, otwartość serca, życzliwość i tworzenie młodego, żywego Kościoła!

Kinga Jurczyk



PS. Jeśli mnie widziałeś, przytuliłeś, rozmawiałeś lub masz ze mną zdjęcie - odezwij się, miło będzie przypomnieć sobie te wyjątkowe chwile.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Pozostając na tej stronie, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookies.

Potwierdzam