data: 26.07 - 31.07.2016

Aktualności

Powrót

Nowy Rok z supermocą

2016-12-29 / News


Ma 17 lat i głowę pełną pomysłów, dzięki którym pomaga chorym dzieciom. O tym, dlaczego warto pomagać i jak pokonywać trudności z Natalią Lińczowską rozmawia Zofia Świerczyńska.

17-letnia Natalia Lińczowska dwa lata temu postanowiła pobiec z Krakowa do Warszawy, by pomóc uzbierać pieniądze na leczenie Piotrusiowi, chłopcu choremu na raka mózgu. Dzięki jej wysiłkowi i nagłośnieniu akcji, udało się zdobyć pieniądze na pokrycie leczenia w Austrii. Dziś Piotruś jest całkowicie zdrowy a Natalia rozpoczyna kolejną akcję. Tym razem pobiegnie na dwa razy dłuższym dystansie, by pomóc choremu na Altzcheimera dziecięcego Krzysiowi i zmagającemu się z glejakiem oka Patrykowi.

Zofia Świerczyńska: Wstać z kanapy to dla Ciebie za mało. Zamierzasz z niej zbiec?

Natalia Lińczowska: Dokładnie (śmiech). Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy przeglądając Facebooka, zobaczyłam profil Piotrusia, chorującego na nowotwór mózgu. Skontaktowałam się z jego rodzicami, bardzo chciałam pomóc, ale nie wiedziałam jak. W końcu z pomocą Krzysztofa Dzienniaka, który na rolkach przejechał do Bila Gatesa prosić go o pomoc finansową dla dwójki chorych dzieci, udało się ustalić szczegóły. Z racji tego, że bieganie to moja pasja, ustaliliśmy, że pobiegnę z Krakowa do Warszawy, do ówczesnej Pierwszej Damy, Anny Komorowskiej.

Dziesięć dni biegu i sukces. Choć za pierwszym razem nie udało się spotkać z Anną Komorowską, to jednak udało się zebrać kwotę na pokrycie leczenia Piotrusia.

Z Anną Komorowską udało nam się spotkać dopiero po trzech próbach (śmiech), ale poprzez nagłośnienie akcji, udało się zebrać pieniądze dzięki dobrowolnym wpłatom ludzi. Nie wiem ile konkretnie udało się zdobyć poprzez bieg, ale faktycznie uzbierała się potrzebna kwota. Bezpośrednio po biegu pojechałam do Piotrusia, do Austrii. Bardzo przeżyłam to spotkanie. Dziś Piotruś jest już całkiem zdrowy, leczenie się powiodło.

Jakie to uczucie, kiedy widzisz że ofiarowany wysiłek przyniósł efekt?

To, że mogło się komuś pomóc jest samym podziękowaniem, nic więcej nie jest do szczęścia potrzebne. Nasze endorfiny i emocje sięgają wtedy zenitu.

Ale to nie koniec?

Nie. Po biegu wpadłam w wir nauki. Chciałam też od razu rozpocząć kolejną akcję, ale wszystko jakoś opornie szło. Pomyślałam, że nie mogę tak bezczynnie siedzieć, bo jak będę tak siedzieć to ten czas, kiedy faktycznie mogę coś zrobić, szybko minie. Później dojdą studia, rodzina, będę starsza i będę miała inne obowiązki. Chciałam komuś pomóc, komuś, kto poruszy mnie równie tak, jak Piotruś, i pojawił się Krzyś, później Patryk, dla którego obecnie szukamy leczenia. Bieg rozpoczynam 29 stycznia. Nie chciałam powielać tego, co już było, dlatego tym razem pobiegnę z północy Polski na południe, z Ustki do Stadnik - mojej rodzinnej wsi. Kilka odcinków pojadę na rowerze i rolkach. W Warszawie chcę się spotkać z Pierwszą Damą, Agatą Dudą. Po zakończeniu biegu będzie też wielki koncert charytatywny, na razie jesteśmy na etapie planowania.


Pomysł biegu przez całą Polskę jest dość szalony. Jak reagują na niego Twoi bliscy, znajomi?

Nie robię tego dla siebie. Wiele osób tak myśli, ale gdyby tak było, podczas pierwszej akcji zawróciłabym z trasy bardzo szybko. Nawet jak płakałam na trasie, nie chciałam zawrócić. Nigdy nie przeszło mi to przez myśl. Liczył się Piotruś, nie ja. Dwa lata temu, po biegu, trafiłam do szpitala. Wiele osób komentowało, że jestem nie odpowiedzialna, bo takie akcje zagrażają mojemu życiu. A to po prostu było zapalenie trzustki, które nie było następstwem biegu. To zwykły zbieg okoliczności, co potwierdzili też lekarze. Ludzie reagują jak zawsze, komentując „nie da rady”. To trochę podcina skrzydła, ale z drugiej strony jest też motywujące. Na szczęście była też duża grupa wsparcia.

Co było dla Ciebie największym wsparciem?

Nie zawdzięczam tego, że udało mi się dobiec mojej kondycji. Zawdzięczam to modlitwie. Przed biegiem za każdym razem modliłam się, żeby ta akcja się udała nie dla mnie, ale żeby Piotruś był zdrowy. Właśnie w najgorszych momentach dobiegały do mnie sygnały, że ktoś się za mnie modli. Na przykład, kiedy już na trasie, w sztabie zaczynały się konflikty, dostałam SMS od dyrektor mojej szkoły, która jest katechetką, to było dla mnie wtedy duże wsparcie. Mój brat opowiadał mi o mojej babci, która w czasie mojego biegu klęczała przed obrazkiem i modliła się za mnie. Codziennie zaznaczała na mapie gdzie i kiedy jestem. To bardzo wzruszające.


Działaś wcześniej w jakimś wolontariacie?

Tak. Uczęszczałam do wolontariatu w moim gimnazjum, w ramach którego pomagaliśmy osobom niepełnosprawnym z Fundacji Osób Niepełnosprawnych w Podolanach. Podczas ostatnich wakacji byłam wolontariuszką w Albanii, gdzie pomagaliśmy osobom niedożywionym, pomagałam również jako wolontariusz podczas ŚDM w mojej parafii.

Jak wspominasz czas Światowych Dni Młodzieży?

ŚDM to było ważne wydarzenie. Choć nie angażowałam się mocno w organizację tych dni, to bardzo poruszyły mnie słowa Papieża o tym, że trzeba włożyć buty wyczynowe i wstać z kanapy. To bardzo motywujące słowa do działania.

Jak Ty byś zmotywowała swoich rówieśników do wstania, a raczej zbiegnięcia z kanapy?

Najważniejsze to znaleźć cel i osobę, która nam w tym pomoże. I modlitwa, dużo modlitwy. Ostatnio miałam taki moment, kiedy myślałam że już nie można zrobić nic. I po prostu poszłam do kościoła. I później zaczęłam działać od nowa. Pomysły wpadały same. Jak nie wiesz co robić, idź do kościoła i samo się rozwiąże a jak nie, to szukaj pomimo wszystko.

Bieg to duży wysiłek. Dlaczego zdecydowałaś się akurat na taką formę pomocy?

Ktoś z góry mi karze, że mam właśnie tak zrobić. Dużo się modliłam, rozeznawałam. Chcę móc ofiarować chociaż trochę swojego wysiłku, by komuś pomóc. I to nie jest tak, że był Piotruś, jest Krzyś i Patryk a za chwilę będzie jakiś Maciuś, Kubuś, nie, tak nie jest. Jestem świadoma, że nawet jeśli bardzo bym chciała, nie jestem w stanie pomóc wszystkim. Wierzę, że to, że trafiłam akurat na nich, nie jest przypadkiem.

W jaki sposób można wesprzeć Krzysia, Patryka i Twoją akcję?

Oczywiście można wpłacać symboliczne kwoty na konto dla Krzysia (TUTAJ). Wszystkie informacje o akcji można znaleźć także na fanpage Facebooku. Siła mediów społecznościowych jest ogromna – dlatego zachęcam do udostępniania. Mówi się, że dobro powraca i tak faktycznie jest. Nie robiłam tego dla moich korzyści, a to dobro wciąż skądś do mnie płynie.


Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Pozostając na tej stronie, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookies.

Potwierdzam